W jaki sposób nabyć odpowiedni dla siebie laptop

Pamiętam ten straszny dzień, w którym straciłem kawał pracy dyplomowej przez awarię notebooka. Wina za brak backupu oczywiście leżała po mojej stronie, jednak na fakt usmażenia komputera, w ten piękny majowy poranek, nie miałem już wpływu. Strata ważnych danych z twardziela jest niczym śmierć psiaka, z którym wychowywaliśmy się od małego. Może nie płakałem po stracie unikatowej kolekcji filmów niedostępnych na dvd w naszym kraju, ale złość na cały świat dała o sobie znać. Data sprowadziła mnie na ziemię.

Laptop Samsung

Autor: Samsung
Źródło: Samsung
Miałem cztery tygodnie na ponowne stworzenie dwóch rozdziałów, które nie miały nic wspólnego z moją wiedzą, każdy dyplomant zna przecież termin „parafrazowanie”. Konieczność zaopatrzenia się w nowego kompa przyprawiła mnie o dreszcz. Miałem do wyboru dwie opcje, mianowicie zarozumiałego, acz kompetentnego sprzedawcę w małym sklepie komputerowym, lub kompletnie niezorientowanego w temacie osiemnastolatka ubranego w mundurek marketu z elektroniką… i z prostownicami do włosów. Przede wszystkim potrzebny okazał się dostęp do sieci.

Komputer mojego współlokatora, łączącego pożyteczne z pożytecznym, czyli pracującego i studiującego, okazał się zbawienny. Przyszedł zatem moment, w którym musiałem zdecydować, duży monitor i klocek zalegający pod biurkiem, czy niewielki laptop (laptopy marki Asus), którego mógłbym poużywać w pociągu czy poudawać pisarza w kawiarni z wi-fi. Wpisałem „sklep komputerowy” w wyszukiwarkę, później i zostałem pochłonięty na kilka ładnych godzin. Z jednej strony potężne, podbiurkowe maszyny z dużymi monitorami, z drugiej notebooki za prawie tę samą cenę. Problem tkwi w znalezieniu złotego środka. Notebook jest najczęściej zamknięty na cztery spusty i nie daje użytkownikowi możliwości jakiejkolwiek ingerencji w hardware. Sielanka skończyła się, gdy współlokator – zombie powrócił z morderczej rzeczywistości pracy mieszanej z uczelnią. Rzucił okiem na historię przeglądanych stron, podumał i zaczął wykład godny honorowego użytkownika polarów z indeksem uczelni technicznej. W przeciągu kilku minut okazało się, że wcale nie jestem skazany na odgórne załadowanie „bebechów” do pięknego sprzętu za cenę porównywalną z ekwiwalentem małego, używanego samochodu z jedną poduszką powietrzną.

Wybawieniem dla mnie okazały się, jakby to przerażająco i okrutnie brzmiało, kadłubki. Producentem owych okazała się firma Compal. Wydawałoby się, że jest to rozwiązanie oczywiste, jednak rzadko praktykowane. Netbook (w tym miejscu więcej) z podstawowymi częściami, jednak bez procesora, dysku i kilku innych potrzebnych, lub nie dodatków. Wykonany solidnie, z twardą klawiaturą, dobrym monitorem i przede wszystkim odprowadzający ciepło na bok, czyli coś, czego brak prawdopodobnie usmażyło mój dysk i niejednokrotnie niebezpiecznie podgrzewało mnie samego, trzymającego komputer na kolanach. Po sprawdzeniu cen i opcji, jakie są dla mnie najciekawsze, musiałem poszukać miejsca, w którym znajdę taki sprzęt. Wybrałem opcję pasującą dla mnie ze względu na cenę i bajery, które włożę do środka. Napisałem licencjat, obroniłem się, znalazłem pracę i podzieliłem los współlokatora łączącego dzielnie pożyteczne z pożytecznym.